![]() |
|
|
Galeria Sztuki Nowoczesnej SD Miejsce Wilanów ul. Kostki Potockiego 22 Pierwsze wrażenie - światło! Nie tylko między obrazami na ścianach. Przestrzeń wokół galerii, która mieści się trochę na uboczu wielkiego kompleksu pałacowego króla Stasia, to ważne! Sztuka potrzebuje przestrzeni i światła, odosobnienia i intymności w kontakcie z odbiorcą. Nużące już są te stragany z obrazami udające galerie upchane między sklep spożywczy, restaurację a fryzjera. Pomijając same ich maleńkie witryny, na których upchnięte jest wszystko na sprzedaż jak ryby, kiedy się do nich wchodzi ściany nafaszerowane są sztuką jak tapetą. A marszand wygląda i zachowuje się jak żydowski kupiec w pasmanterii. Sztuka powinna być rodzynkiem w cieście, a nie rybą w galarecie, szczytem tortu świata, a nie setką urodzinowych świeczek. Bo inaczej brakuje tchu, żeby je zgasić. I ma się podobne trochę wrażenia jak w Muzeach Watykańskich, gdzie ściany, sufit i podłoga natarczywie krzyczą: Zobacz! Zobacz! Jam arcydzieło! Sztuka musi być trochę samotna, z boku, kusić, ale nie nalegać, odsłaniać, ale nie robić strip-teasu. Taka jest właśnie galeria SD, daje człowiekowi oddech i czas na ułożenie kompozycji barwnej w nerwach wzrokowych mózgu. Oglądanie sztuki jest w pewnym sensie odwróceniem porządku tworzenia. A więc człowiek powinien mieć wrażenie, że uczestniczy w akcie kreacji, niech to wygląda naturalnie, jakby te obrazy zostały właśnie namalowane, a nie wisiały tam od 10 lat, lub zostały szybko wstawione celem wypracowania efektu podaży i popytu. Druga sprawa, sztuka nie znosi sztampy, narzuconego wzoru, mody, ponieważ ma tradycję i nowoczesność, jest dynamicznie osadzona w czasie. Więc wystawianie obok siebie: 30-tu aniołków, koni w galopie w 10-ciu wariantach, pięciu żydowskich cadyków powoduje efekt obciachu, nudności i zawrotów głowy, oczopląsu. To jednak spowodowane jest z kolei koniecznością zarabiania na siebie galerii w świecie komercji i plastykowych reprodukcji z supermarketu. Galerie na szlakach turystycznych żyją z turystów, więc stają się biurami podróży do miejscowej egzotyki, Cepeliami dla przypadkowych chodziarzy z aparatami cyfrowymi. Muszą pokazywać kicz, bo kicz i pretensjonalność są drugim biegunem życia (pierwszym jest poezja) potwierdzającym w nas zwykłe ludzkie uczucia, nie tylko te wysokie i wyrafinowane impresje geniuszy. Na tym tle galeria sztuki nowoczesnej w Wilanowie wypada bardzo korzystnie, bo nie nudzi. Różnorodność tematyki, technik i stylów w niej prezentowanych jest doskonale skomponowana, nie czyni wrażenia kakofonii. Sztuka figuratywna zestawiona z abstrakcją, ale dobrane ze smakiem nie kłócą się w menu z odbiorcą o rację stylów i awangard. Lepsze nie biję się z jeszcze lepszym. Więc, nie tworzy się świątynia sztuki, w której trzeba chodzić na kolanach, ale świat sztuki, czyli również życie, w którym jest miejsce dla człowieka. W galerii musi być widoczne, że marszand kocha sztukę, nie pieniądze. Do tego potrzebna jest kobieca ręka, dynamiczna, pełna pomysłów, którymi tryska spod paznokci, zaangażowana w piękno, nie tylko je sprzedająca. Dlatego dość często właścicielkami galerii i marszandami są kobiety, przetrwalniki piękna. Zdarza się jednak, jak to w życiu, że są one bardziej kucharkami i dobrymi babciami, skutecznymi w praktycznym wykorzystaniu artyzmu, ale kochającymi sztukę, tylko jak kury domowe swoich mężów, piorące skarpetki i zmywające gary, bo złożyły przysięgę wierności aż do śmierci. Podsumowując-Galeria SD w Wilanowie jest ekskluzywna, tak jak ceny obrazów w niej, ale jest to także elitarność estetyczna, osobista, naturalna, niewymuszona, bez wyrachowania, takie odniosłem wrażenie. Widać w niej bez wątpienia kobiecą rękę estetyki, albo estetykę kobiecej ręki. redakcjak6 piątek, 15 lipca 2005 | |
| © Galeria SD, wykonanie © Michał Piecuch, 2004 |